Pisząc tego bloga uświadomiłam sobie coś niesamowitego. Znalazłam i poczułam namacalny smak prawdziwej pasji. Takiej, która nie znika po jakimś czasie. Takiej, która z czasem coraz mocniej we mnie się pali i takiej, dzięki której wstaję codziennie z uśmiechem na twarzy i jestem szczęśliwa. Takiej, która motywuje mnie do ciągłego pisania i sprawia, że pisząc swoje wspomnienia one wracają do mnie, wracają momenty, które przeżywam za każdym razem jeszcze raz, czasami bardziej intensywniej. Marzenia nauczyły mnie tego, żeby żyć pełnią życia i wyciskać z każdego dnia wszystko jak przysłowiową cytrynę. Każdy nowy pomysł, zakotwiczony we mnie spędza mi sen z powiek, zajmuje noce i weekendy, ale mimo wszystko, daje mi cholerną satysfakcję. Jeśli nie spróbuję, umrę z pragnienia samorealizacji. A co jeżeli znajdą mnie kiedyś, jako starą kobiecinę bełkoczącą do siebie “a mogłam spróbować… mogłam tak wiele..” Realizowanie moich marzeń pomogło mi osiągnąć szczęście, cieszyć się z tego kim jestem i z wędrówki, jaką codziennie odbywam. Kiedyś usłyszałam, że nie osiągnięty cel sam w sobie daję nam satysfakcję lecz droga do tego celu…. I tak chyba jest.

Nowy Rok 2022. Na zewnątrz zima, w powietrzu wciąż czuć zapach świątecznej choinki a ja pakuję plecak i opuszczam miejskie klimaty by zrealizować swoje marzenie i wejść, zobaczyć z bliska wulkan.

Od południa słychać wystrzały fajerwerków zwiastujące zakończenie roku. My wsiadamy w samolot i lecimy do Katanii do Włoch, a właściwie na Sycylię, by nie tyle przywitać Nowy Rok co zobaczyć wulkan Etna.

Lotnisko w Krakowie…. pierwszy krok zrobiony

Po kilku godzinach jesteśmy już na Sycylii. Wieczór jest ciepły, zupełnie nie czuć tutaj zimy. Lotnisko w Katanii znajduje się około 6 km od centrum miasta i bez problemu w zaledwie 20 min przedostajemy się z niego do centrum miasta autobusem Alibus. Przystanek autobusowy Alibus  znajduje się po lewej stronie zaraz po wyjściu z lotniska. Bilet kupić można u kierowcy – kosztuje 4 euro. Można płacić gotówką i kartą.  

Noc Sylwestrową spędzamy na ulicach miasta. Wszędzie słychać wystrzały i widać blask fajerwerków. Ta noc niczym nie różni się od innych nocy spędzonych w Europie w tym czasie. Jest hucznie, wesoło a niebo od czasu do czasu rozbłyska i pali się kolorami barwnych fajerwerków.

Katania jest drugim po Palermo największym miastem na Sycylii. Miasto położone jest na wschodnim wybrzeżu, zaledwie 35 km od kraterów Etny. Przez całą swoją historię było wielokrotnie niszczone przez lawę Etny przez wciąż występujące, mniejsze i większe trzęsienia ziemi (to z 1693 r niemal starło Katanię z powierzchni ziemi). Cztery dni w Katanii i w okolicach spokojnie wystarczą na poznanie tego pięknego zakątka Sycylii.

Dzień pierwszy – zwiedzamy Katanię.

Jest to miasto często niedoceniane, a wręcz uznawane za brzydkie, brudne i nieciekawe… Obserwując obrzeża miasta ciężko się z tym nie zgodzić, jednak samo centrum ma naprawdę wiele do zaoferowania. Po krótkim spacerze trafiamy na najważniejszy plac w Katanii, czyli Piazza del Duomo. 

Przyznam szczerze, że trudno go przeoczyć ponieważ na środku stoi ogromna fontanna ze słoniem, czyli Fontana dell’ Elefante.

Każdy kto był w Rzymie, zauważy podobieństwo do fontanny znajdującej się tuż obok Panteonu. Artysta Giovanni Battista Vaccarini celowo postawił na placu właśnie taki monument, aby nawiązać do długiej i bogatej historii miasta. Fontanna miała symbolizować odrodzenie miasta, a słoń zbudowany został z wulkanicznej lawy. U wejścia na plac znajdziemy XIX-wieczną Fontannę Amenano. Tuż pod nią przepływa rzeka o tej samej nazwie.

Zaraz za fontanną znajduje się słynny Targ Rybny La Pescheria. Targ czynny jest codziennie (za wyjątkiem niedzieli) w godzinach 7:00-13:00. Rybacy oferują tam świeże owoce morza, ryby. Niestety w Nowy Rok targ był nieczynny. Uliczka biegnąca obok targu rybnego przykuła naszą uwagę.

Na Placu Katedralnym codziennie kwitnie życie towarzyskie. W pierwszym dniu Nowego Roku jest też sporo turystów a pogoda( temp. 24 stopnie) zachęca do spacerów. Jego największą ozdobą jest Katedra św. Agaty czyli Duomo di Sant’Agata, która znajduję się na rogu Placu Katedralnego.

Mieszkańcy wyspy wierzą, że świątynia stoi w miejscu, gdzie św. Agata została zamordowana męczeńską śmiercią. Jest to bardzo ważna postać dla Sycylijczyków, więc w wielu miejscach na wyspie spotkać się można z jej figurkami czy obrazkami. Kopuła katedry jest czynna do godziny 17:30 w sezonie zimowym i do 19:00 w sezonie letnim. Warto tam pójść zaraz przed zamknięciem, aby obejrzeć z góry piękny zachód słońca. Wejście po stromych i krętych schodach na szczyt gwarantuje również piękne widoki na miasto i wulkan Etna. Wejście kosztuję 4 euro. W katedrze znajduje się grobowiec kompozytora Vincenzo Belliniego, a także władców aragońskich – Fryderyka II i Fryderyka III.

Z Placu Katedralnego jest już prosta droga do najpopularniejszej ulicy w mieście, czyli Via Etna. Wokół długiego deptaku znajduje się wiele ciekawych restauracji, kawiarni i butików. To główna i najważniejsza ulica Katanii. Ciągnie się przez 3 kilometry. Z Via Etna w pogodny dzień uda się zobaczyć też masyw słynnego wulkanu. Chyba nie bez powodu ta ulica właśnie tak się nazywa. 

Czasami skręcając w boczną uliczkę mogą zadziać się cuda….. a tu w Katanii takich miejsc znależć można sporo.

Spacerując przyszła nam ochota na kawkę i coś słodkiego. Idealnym do tego miejscem okazała się Insigne Cafe, mała sycylijska kawiarnia oferująca między innymi rurki Cannoli. Sycylia to oczywiście przepyszne pistacje, więc wszystkie desery tu serwowane podawane są z dodatkiem słodkich pistacji. Cannoli to kruche ciasto w formie rurki, smażone w głębokim tłuszczu. W środku z nadzieniem z ricotty. W cieście wyczuwalna jest delikatna cynamonowa nutka i samo ciastko nie jest bardzo słodkie, ozdabiane jest siekanymi pistacjami lub czekoladą. Pyszne, rozpływające się w ustach. Nie wiem czy kiedykolwiek wcześniej jadłam coś o tak wyrafinowanym smaku.

Kolejny plac na naszej drodze to Piazza Stesicoro, gdzie znajduje się jeden z ciekawszych zabytków miasta – rzymski amfiteatr (a w zasadzie jego pozostałości).

Rzymski amfiteatr w Katanii pochodzi z II wieku naszej ery. Spacer pomiędzy antycznymi tunelami robi wrażenie. Amfiteatr był niewiele mniejszy od rzymskiego Koloseum i mógł pomieścić nawet 15 tysięcy widzów. Co ważne, zwiedzanie amfiteatru jest bezpłatne.

Idąc dalej Via Etna dochodzimy do najbardziej zielonej części miasta czyli Ogrodów Belliniego (Giardino Bellini). Miejsce to jest wprost idealne na krótki odpoczynek lub lunch w plenerze. Ciekawym elementem ogrodów jest wzniesienie, na którym umieszczony jest zegar i datownik. Czytałam, że każdego dnia data układana jest tam na nowo, z żywych roślin! Ogrody Belliniego to główny punkt spotkań młodych ludzi, właścicieli czworonogów i włoskich rodzin.

Wracając na chwilowy odpoczynek do naszego hostelu trafiamy na ciekawą uliczkę – Via Crociferi.

To najstarsza ulica w Katanii, która rozpoczyna się w samym centrum miasta, przy Piazza San Francesco D’Assisi. Uznawana jest za barokowy symbol Katanii, ze względu na liczne mieszczące się przy niej barokowe kościoły. Via Crociferi wbrew pozorom łatwo można przegapić, fajnie, że tędy wracaliśmy.

Smaki sycylijskiej kuchni

Przed wyjazdem dużo czytałam o kuchni sycylijskiej i katańskiej. Dostałam też wiele cennych wskazówek i propozycji od koleżanki, która często gości w tym kraju, co najlepiej spróbować na miejscu. Fajnie przed każdą podróżą się przygotować, żeby nic nas nie ominęło. I tak po obejrzeniu przewodników po Katanii, przeczytaniu niezliczonej ilości wpisów, wymianie spostrzeżeń zrozumiałam, że muszę spróbować pistacji.

Pistacje

Sycylia to region, w którym pistacje odgrywają bardzo ważną rolę. Nic dziwnego, to tam rośnie ich najwięcej i podobno pistacje z Bronte są uważane za jedne z najlepszych na świecie. Będąc na Sycylii obowiązkowo trzeba zanurzyć się w pistacjowy raj i spróbować wszystkiego co tylko z pistacjami wymyślono. A jest tego dość sporo: rogalik z kremem pistacjowym, lody pistacjowe, granita pistacjowa, makaron z pesto pistacjowym i pomidorkami koktajlowymi, pizza z pesto pistacjowym i… mogłabym tak wymieniać jeszcze długo. A smakować jeszcze więcej:)

Jak na wielką miłośniczkę pistacji, spróbowałam praktycznie wszystkiego co oferowano. Moje podniebienie zachwycało sie wspomnianymi już Cannoli z ricottą di pistacchio oraz pastą z pesto pistacjowym, z pomidorkami koktajlowymi i cebulą. A krem pistacjowy udało mi się dowieżć do Polski ( to nie lada sztuka, bo jest przepyszny).

Arancini

To niezaprzeczalny król street i fast foodu

Arancino to danie bardzo proste i sycące. Tak naprawdę to kulka z ryżu lub stożek z wkładem według upodobań. Całość obtoczona jest w panierce i smażona na głębokim tłuszczu. Najczęściej podawane są z mięsem i pomidorami. To oczywiście podstawowa wersja, rodzajów arancini jest mnóstwo. Ja najbardziej polecam te ze szpinakiem i mozarellą. Zjeść można je na wytrawnie (ze szpinakiem, alla Norma, z pistacjami, łososiem, grzybami itp), ale także na słodko, np. z nutellą.

Granita

To jedno z najpopularniejszych, sycylijskich, letnich śniadań: granita z brioche. Granita to sycylijski mrożony deser: przygotowuje się go mieszając drobnoziarnisty lód z kawą, sokami owocowymi lub pastą migdałową albo pistacjową.

Natomiast brioche to słodka, drożdżowa bułeczka. Całość tworzy przepyszny, śniadaniowy duet.

Pizza

Włochy to musi być pizza.

Marinara, czyli pizza z sosem pomidorowym wygląda jak zwykły podpłomyk, ale w smaku to istna perfekcja. Na Sycylii zauważyliśmy, że tamtejsza pizza również różni się od tej, którą zjemy na przykład w Rzymie. Przede wszystkim rozmiarem – jest ogromna! Zazwyczaj kosztuje 8-10 euro, ale spokojnie wystarczy dla dwóch.

Dzień drugi- czas zrealizować marzenie! Wyprawa na wulkan Etna!

“Wszystkie wspaniałości jakie ma do zaoferowania natura, wszystko co przyjemne, wszystko co straszne, można porównać do Etny, ale Etny nie można porównać do niczego” – Dominique Vivand Denon.

Rano w pospiechu wypiłam kawę i zjadłam przygotowane kanapki z serem, chyba podświadomie chciałam przyspieszyc chwilę w której wsiadam do autobusu i jedziemy w okolicę wulkanu Etna. Autobus rusza z głównego dworca w Katanii (Piazza Giovanni XXIII) codziennie o godz 08:15. Należy być odpowiednio wcześniej, bo tworzy się kolejka a do autobusu wpuszczeają tylko 52 osoby. Bilet autobusowy kosztuje 6,60 euro.

Jedziemy do Rifugio Sapienza. Rozgladam się wokół wchłaniam każdą chwilę, uśmiecham się pod maseczką ze szczęścia bo właśnie spełnie swoje wielkie marzenie.

Po drodze mijamy zmieniający się ciągle krajobraz. Na początku wszystko dzieje się niewinnie. Gaje oliwne i cytrusowe zamieniają się w lasy, w których żyją lisy, łasice i jeżozwierze. Później zauważamy już w większości czarne skały z pojedynczymi drzewami, czy krzakami. Bliżej parkingu zaczynają się wyłaniać widoki na Morze Jońskie i pobliskie miasteczka. Jednak ja w głównej mierze patrzę tylko na nią, na lekko dymiącą Etnę, od której ciężko było oderwać wzrok.

Jest drugi dzień Nowego Roku. a ja rok zaczynam od realizacji tego co sobie zwizualizowałam – wejście na wulkan Etna.

Wulkan Etna można oznaczyć jako znak rozpoznawczy Sycylii, Włoch, a nawet i całej Europy. Jest to najwyższy sięgający 3,328 m.n.p.my aktywny wulkan na naszym kontynencie i jeden z najniebezpieczniejszych wulkanów na świecie. Wywołuje respekt swoją siłą, dostojnością i pięknem. Stanowi dla turystów jedną z głównych atrakcji na wyspie.

Jadąc do Rifugio Sapienza kierowca robi około 30 minutową przerwę w  Nicolosi na kawę i ciastko. Autobus jedzie około 2 i pół godz. Około 10:30 jesteśmy na miejscu, u podnóża wulkanu.

Całą trasę od Rifugio Sapienza do Torre del Filosofo idziemy na nogach. 
Wejście na szlak jest po prawej stronie od kolejki gondolowej. Trzeba wyjść po schodkach i ominąć ludzi stojących ku wejściu do kolejki. Można wjechać na górę kolejką…. ale co to za frajda.

Idziemy w prawo, tak jakbyśmy chcieli obejść budynek. Warto podkreślić, że Etna to nie jeden krater, a 270 kraterów, a każdy na swój sposób uroczy i piękny. Już przy samej kolejce na Rifugio Sapienza znajduję się kilka imponujących wzniesień. To kratery! 
Oczywiście te  szlaki w linii prostej są najbardziej strome. My wybieramy szlaki krótsze, głownie po to by zdążyć wejść i zejść aby zdążyć na autobus, który odjeżdża o 16:30.
Idąc od Rifugio Sapienza zamiast skręcić w prawo poszliśmy prosto i chwilę się wspinaliśmy stromo pod górę. Dodam, że nie było łatwo, bo nawierzchnia stworzona z wypalonej lawy wygląda jak szlaka z wypalonego pieca węglowego i przesypując się między butami powoduję , że stopy grzęsną i zsuwają się w dół.

Pomyślałam sobie….trudno zrealizować marzenia. Ale kto jak nie my. Warto też pamiętać, że jesteśmy na dość dużej wysokości i zadyszki to normalna sprawa. Tętno przyspiesza do 150 uderzeń na minutę i zmusza do zatrzymania się i uspokojenia pulsu. W powietrzu już na tej wysokości czuć zapach siarki.
Tutaj jeszcze można zauważyć roślinność, od czasu do czasu przelatuje ptaszek. Pogoda nam dopisuje widoki są piękne. Obraz jak z księżycowego krajobrazu. To ciekawy czas dla mnie. Czuję się jak na obcej planecie, gdzieś daleko od cywilizacji. 

Dochodząc do Stazione d’arrivo Funivia (2550m.n.p.m)  czyli też końca kolejki warto się zatrzymać. Jest tu miejsce gdzie można przystanąć, złapać oddech, napić się wody lub zjeść kanapkę. Widoki są piękne. Z jednej strony w oddali widać roztaczający się krajobraz z morzem jońskim w tle a z drugiej strony na rozległą dolinę. Tutaj też jest o wiele chłodniej i wietrzniej. Jest sklep z pamiątkami, toaleta i bar.


Do Torre del Filosofo też prowadzi kilka szlaków, jeden to droga, którą poruszają się auta terenowe. Ale jest też kilka szlaków obok. Tutaj znika roślinność, jest monohromatycznie, nie idzie się dobrze bo buty osuwają się po żwirze, a droga jest bardziej stroma. W powietrzu czuć pył. Tutaj też jest o wiele zimniej.

Na Torre del Filosofo wycieczka się kończy. I oto jestem. Jestem na wulkanie Etna.

Z bocznych kraterów wydobywa się gorąca para, czuć zapach siarki, w ustach mi zasycha. Nie wiem czy to wina wysokości czy zauważalnego pyłu i wyczuwalnego zapachu czy to po prostu wzruszenie, że tu jestem, że dotarłam, że mimo wszystko udało się…..pomimo pandemii, pomimo wielu wątpliwości: czy pora dobra, czy nie obudzi się wulkan, czy dam radę. Zrobiłam to!!!!! Jestem z siebie dumna.


Wejście na szczyt zajęło nam ok. 4-5 godzin, w tym godzinę spędziliśmy na podziwianiu okolic, robieniu zdjęć czy wchłanianiu całego klimatu tego miejsca. Zejście to kolejne dwie godzinki.

Ostatecznie na kemping przybyliśmy przed odjazdem autobusu. Absolutnie wykończeni ale mega szczęśliwi. Wracamy autobusem o 16:30 i po 2 godz jesteśmy z powrotem w Katanii. Kolejny raz udowadniam sobie, że móc to chcieć!

Dzień trzeci- jedziemy do Taorminy   

Rano po śniadaniu, pakujemy swoje rzeczy do plecaka i opuszczamy Katanie. Nasz cel to Taormina. Taormina jest miasteczkiem cudownie położonym na zboczu góry Tauro, co zapewnia fantastyczne widoki na Morze Jońskie. I to właśnie zniewalające krajobrazy, połączenie morza z głęboką zielenią i ciepłym klimatem Sycylii sprawiają, że Taormina z roku na rok jest coraz popularniejsza wśród turystów.

Podróż zaczynamy na dworcu autobusowym w Katanii, skąd odjeżdżają wszystkie autobusy dalekobieżne. Bilet w jedną stronę kosztuje 5 euro.Bilety kupujemy w punkcie sprzedaży biletów przy dworcu autobusowym.

Po około godzinie docieramy do Taorminy, która nie bez powodu nazywana jest perłą Sycylii. Samo położenie miasteczka już robi ogromne wrażenie. Taormina leży na wzgórzu, dzięki czemu z każdej strony rozpościera się cudowna panorama na morze Jońskie.

Jadąc krętymi, wąskimi drogami, gdzie kierowca dżwiękiem klaksonu sygnalizuje swoją obecność podziwiamy z coraz wyższych piętrzących się w górę miejsc piękne widoki na otaczającą okolicę. Jest bajkowo. Nic dziwnego, że przebywający tutaj Jarosław Iwaszkiewicz, polski prozaik, pisarz i esseista zachwycił się tymi widokami przelewając swoją ekscytację tym miejscem na papier pisząc: “Kiedy słyszę słowo Taormina oczami wyobrażni widzę wysokie wzgórze, nisko rozłożone jedwabiste morze, w blasku słońca roztapiającą się jak kryształ Etnę i w końcu całą czarodziejska scenerię grecko- rzymskiego teatru. Jest to jedyna taka scenografia na świecie.” Czyż takie słowa nie rekomendują tego miasteczka? Powiem tak, nas też zafascynowało swoim pięknem.

Brama Messina to miejsce, w którym zaczeła się nasza przygoda z Taorminą. Autobus zatrzymał się kilka minut spaceru od niej, na małym zajeżdzie autobusowym, więc na początek czekało nas krótkie podejście. Jednak ma to swoje plusy – po drodze podziwialiśmy piękną okolicę.

Porta Messina i Porta Catania to swego rodzaju początek i koniec starego miasta. To między nimi znajdują się niemal wszystkie atrakcje Taorminy a jest ich naprawdę sporo. Bramy wyznaczają też krańce najważniejszej ulicy w miasteczku –Corso Umberto I. Wiem wszystkie te nieznane nazwy i obco brzmiące słowa mogą wprowadzić niezły chaos, ale Taormina i wszystkie jej cudowne miejsca zaczynają się od bramy i kończą bramą. Nie można się tutaj pogubić. Ale nawet jak by się to przytrafiło, to tylko można wynieść z tego same plusy bo w tych cudownych zaułkach można odnależć klimat i magię, które wprowadzają nostalgiczne odczucia.

Nasz pobyt w miasteczku zaczynamy od kawy i granity. W urokliwym miejscu o nazwie Bam Bar zamawiamy kawę i granitę i obowiązkowo brioszkę.

A jaka jest historia granity? Przede wszystkim Granita fantastycznie gasi pragnienie. Podawana jest na śniadanie, lunch czy deser. W różnych rejonach Sycylii można znaleźć przeróżne konsystencje i smaki granity, choć najbardziej popularna jest cytrynowa. Swoje początki bierze ze średniowiecza, gdzie zbieracze śniegu, tak zwani – nivaroli chodzili na wysokie szczyty Etny, gdzie zbierali śnieg i transportowali go do swoich domów. Później przechowywali ten śnieg w specjalnych ziemiankach wyłożonych kamieniami, cegłami i przykrytych popiołem wulkanicznym. Latem nivaroli robili tak zwaną – rattate lub grattate – czyli zeskrobywali odpowiednio zamrożony śnieg i mieszali go z sokami z owoców, orzechami, wodą i cukrem. I tak powstały przepyszne, kremowe, słodko – zimne mieszanki, czyli Granita. Przyglądamy się miejscowym jak spożywają ten przysmak i odrywamy po kawałku kęsy z brioszki i zagarniamy nią granitę i przysmak ląduję w buzi. Bardzo dobre połączenie. Smakuje równie dobrze jak wygląda. Po drugim śniadaniu meldujemy się na kwaterze, odświeżamy się i idziemy eksplorować wyspę.

Zwiedzanie miasta rozpoczynamy od najpopularniejszej ulicy, czyli Corso Umberto.

Choć Taormina jest na wzgórzu, ulica biegnie poziomo ku radości wielu turystów. Spacerując pomiędzy licznymi butikami i kafejkami dochodzimy do najważniejszego placu w mieście, czyli Piazza IX Aprile, który kończy się wieżą zegarową.

Znajdują się tam dwa kościoły Sant’Agostino, który aktualnie pełni funkcję biblioteki miejskiej i San Giuseppe. Z placu rozpościera się imponujący widok na zatokę Naxos, ruiny amfiteatru i skąpaną w chmurach Etnę. Piazza IX Aprile to popularne miejsce spotkań mieszkańców miasta, ale także licznych artystów. Można tam usiąść i poprosić o namalowanie portretu lub karykatury a miejscowi artyści zrobią to chętnie.

Spacerując wzdłuż urokliwych zaułków warto zwrócić uwagę na kolorowe, piękne ceramiczne doniczki różnych wielkości w kształcie głowy wypełnione rosnącą, bujną roślinnością, nazwane Teste di Moro. Te doniczki to jeden z symboli Sycylii.

Białe lub kolorowe, bogato zdobione donice ceramiczne przedstawiające dwie głowy – mężczyzny i kobiety – można je spotkać przede wszystkim jako ozdoby stołów i balkonów, ale nie tylko. Skąd się wzięły? Mówi o tym licząca tysiąc lat legenda o miłości, zdradzie, złamanym sercu i zemście. Historia ta rozegrać się miała około tysiąca lat temu w arabskiej dzielnicy Al Hàlisah (dzisiejsza Kalsa) w Palermo. Mieszkała tam piękna, młoda dziewczyna, która chcąc chronić swoją cnotę miała prawie nie wychodzić z domu i spędzać większość dnia na balkonie pielęgnując rośliny. Pewnego dnia dostrzegł ją przechodzący ulicą młody Moro, jak nazywano na Sycylii mauretańskich marynarzy o czarnych włosach i śniadej cerze. Zakochał się od pierwszego wejrzenia i od razu wyznał dziewczynie miłość, a także zaczął o nią zabiegać. Uwiedziona dziewczyna pokochała swojego adoratora nieświadoma, że skrywa on przed nią tajemnice. Moro bardzo długo starał się o swoją ukochaną, aż w końcu dziewczyna mu uległa. Byli razem bardzo szczęśliwi do chwili, gdy jego statek miał odpłynąć. Wówczas Moro – ostatniej nocy przed opuszczeniem Palermo – powiedział jej, że w swoim kraju ma żonę i dzieci. Zdradzona dziewczyna owładnięta rozpaczą postanowiła się zemścić. Nie zamierzała dopuścić, by ukochany ją porzucił i wrócił do rodziny, chciała zatrzymać go przy sobie na zawsze. We śnie obcięła ukochanemu głowię i postawiła ją na balkonie, a następnie posiała w niej bazylię. Codziennie na donicę spadały jej łzy, przez co bazylia rosła bardzo dorodna i zwróciła uwagę ludzi. Zaczęli oni interesować się bujnym krzakiem oraz donicą w formie głowy. Lokalni rzemieślnicy podłapali pomysł i zaczęli produkować donice o tym kształcie. Zaczęły powstawać ceramiczne głowy jego i jej, a z czasem coraz odważniej ozdabiano te donice motywami sycylijskimi.

Spacerując między wspomnianymi wcześniej bramami, w pewnym momencie zawędrowaliśmy na przepiękny Piazza IX Aprile. Jest to plac, który oferuje cudowną atmosferę i zniewalający widok na Etnę. Przy Piazza IX Aprile w Taorminie stoi też Chiesa San Giuseppe – ujmująca świątynia w barokowym stylu oraz historyczna wieża zegarowa Torre dell’Orologio. Zestaw tych budowli sprawia, że „rynek” w Taorminie to miejsce niezwykle popularne i oblegane przez turystów. Ale nic dziwnego, dla tego klimatu i widoków warto. Chociaż przyznam szczerze, że w okresie w którym byliśmy ( styczeń) tych turystów jest stosunkowo mało.

Najciekawszymi fragmentami pejzażu miasta są tutejsze urocze uliczki i znajdujące się przy nich domostwa. Te romantyczne budynki z niewielkimi tarasami czy wąskimi kamiennymi schodami często obsadzone są bujną roślinnością, pięknymi kwiatami w ceramicznych donicach.

 Drugi istotny plac w Taorminie to ten katedralny. Jak sama nazwa wskazuje, przy Piazza Duomo stoi najważniejszy kościół w miasteczku, ale to nie wszystko. Znajdujemy tam również XVII-wieczną fontannę z postacią centaura – symbolem Taorminy (Fontana di Piazza Duomo z wodą pitną).

Taormina to przede wszystkim wiele punktów widokowych. Jednym z najpiękniejszych jest panorama z placu przed kościołem Chiesa Madonna Della Rocca. Patrząc w lewo widzimy imponujący najsłynniejszy zabytek Taorminy a jest nim antyczny teatr – Teatr Grecki.

Miejsce to bez wątpienia jest dowodem bogatej historii Taorminy. Przez lata przyciągał artystów, pisarzy… nierzadko był inspiracją wielu dzieł. Przyznam szczerze, że nie widziałam nigdy tak imponującej budowli, położonej tak wysoko. Sprawia wrażenie areny służącej rozrywce mitologicznych bogów. Widok, który się stąd roztacza, jest niesamowity, szczególnie jeśli pogoda sprzyja. My wybraliśmy się tu zaraz po śniadaniu. O tej porze nie było zbyt wielu turystów. Przyznajcie, że to niesamowite miejsce. Pewnie gdyby teatr nie był położony tak wysoko, nie zrobiłby aż takiego wrażenie, ale jego tło dodaje mu niesamowitego charakteru.

Dzięki architekturze Amfiteatru i doskonałej akustyce po dziś dzień w miejscu tym odbywają się liczne spektakle, koncerty i festiwale. Chciałabym wspomnieć, że Mick Hucknall –  wokalista grupy Simply Red, koncertuje okazjonalnie w ruinach teatru, a na żyznych zboczach Etny uprawia winorośl i wyrabia wino. Najbardziej znanym wydarzeniem jest Taormina Film-Fest , festiwal muzyki filmowej odbywający się latem.

Przeważającym budulcem tutaj jest cegła charakterystyczna dla czasów rzymskich. Najstarsze fragmenty sięgają trzeciego wieku przed naszą erą, ale przebudowywano go też w pierwszych wiekach naszej ery. Teatr to obowiązkowa atrakcja podczas zwiedzania miasteczka z najpiękniejszymi widokami na okolicę – położony około 200- 250m n.p.m. Bilet do amfiteatru to 13,5 euro. Miejsce robi naprawdę niesamowite wrażenie i jestem pewna, że każdy byłby zachwycony i spędzi tam sporo czasu. Obiekt jest gigantyczny. W zasadzie trudno znaleźć kadr, który byłby w stanie objąć znaczną część tego terenu. Mimo stosunkowo wysokiej ceny za bilety wstępu, zdecydowanie uważam, że warto tu przyjść

Park miejski.
Znany pod różnymi nazwami, w tym Villa Comunale, Giardino Trevelyan i Parco di Duchi Cesaro, publiczny park przy Via Bagnoli Croce jest miejscem wartym odwiedzenia. Angielski ogród został zaprojektowany przez Florence Trevelyan, kuzynkę królowej Wiktorii, która mieszkała w Taorminie pod koniec XIX wieku.  Z panią Trevelyan wiąże się z resztą ciekawa historia, która pojawi się jeszcze przy okazji mojego opisu Isola Bella. Google Maps bez problemu wyznaczy wam trasę pieszą do parku. Jest fantastycznie położony, gwarantując niesamowite widoki. To jedno z tych miejsc, które warto odwiedzić o róźnych porach, zarówno za dnia jak i przed zachodem słońca.

Piękne panoramy na Etnę (chyba najlepsze w okolicy) oraz morze, to nie jego jedyne atuty.

Ogród położony jest na tarasie skalnym poniżej teatru greckiego, w centrum Taorminy. Przez spadkobierców Lady został ofiarowany miastu. W parku znajduje się gęsta roślinność śródziemnomorska, żywopłoty i rabaty kwiatowe, a ze ścieżek roztaczają się widoki na morze i góry. Wśród roślinności skryte są dziwne budowle – ni to wieże, ni to świątynie w stylu orientalnym – przejaw fantazji Angielki.

Dzień trzeci – Castemolla

Cudownie budzić się wcześnie rano kiedy zza okien wita nas słońce i chociaż w Polsce mamy środek zimy tutaj zupełnie tego nie odczuwamy. Nie śpiesznie wstajemy, jemy śniadanie, wspominamy wczorajszy spacer po Taorminie. Pijąc kawę planujemy dzisiejszy dzień. Postanawiamy pojechać do Castemola. Dlaczego do Castemola? Znamy to miejsce z opisów. Ale gdy tam docieramy ochów i echów nie ma końca. Wyobraźcie sobie malutkie miasteczko zawieszone na wysokiej skale, z którego rozpościera się widok na okoliczne wzgórza, potężną Etnę, turkusowe morze, w dole połyskują malutkie dachy Taorminy, a wschodzące słońce maluje na złoto przeciwległe wybrzeże Kalabrii. To nie sen, to Castelmola.

To niewielkie miasto znajduje się na wschodniej Sycylii, a dokładnie za Taorminą na wysokości 529 m n.p.m. Jedziemy tam lokalnym autobusem z Piazza Messina. Bilet w obie strony kosztuje 3 euro. Na górę, po krętych , wąskich dróżkach jedziemy 20 min. Miasteczko można obejść w 1 godz. Nie znajdziecie tutaj wielu atrakcji, bo to nie o to chodzi. Samo położenie miasta, wspaniały widok na morze i Etnę wzbudzają zachwyt i dodają temu miejscu magii. 

Z czego oprócz pięknego położenia słynie Castelmola?

Wino! Wino! Wino! Cudowne Vino alla Mandorla, czyli migdałowe. Jest to rodzaj wina deserowego, które powstało na początku XX wieku i nazwane przez jego twórcę Don Vincenzo Blandano “eliksirem miłości”. W tym wysokoprocentowym winie (aż 16%) wyraźnie odczujemy smak migdałów, ale także karmelu, orzechów, jaśminu, pomarańczy i ziół. Powstaje według receptury sprzed ponad stu lat. Serwowane jest w barze Turrisi.

Jest to bar, który zapewne zdziwi swoim wyglądem. We wnętrzu wszystko co służy do serwowania wina, wszystko co nas otacza ma formę męskiego przyrodzenia? Zdaję sobie sprawę, że niektórych może to oburzyć, inni idą z ciekawości a my idziemy tam jak wiele osób traktując to jako dobrą zabawę. Mnie osobiście to miejsce bawi i nie widzę w nim nic bulwersującego. Możemy zamówić tutaj: wino, likiery, różnego rodzaju drinki, ale także coś do zjedzenia: sałatki, makarony, desery. Dodam, że menu również jest w formie męskiego penisa.  Nawet jeżeli dla jednych to miejsce pełne kiczu, to jednak jest najbardziej charakterystycznym punktem w Castelmoli. To właśnie w tym miejscu możemy napić się lampki tego wspaniałego trunku (ok. 5 euro) lub kupić większą butelkę (750 ml to koszt 14 euro).

Kawiarnię znajdziecie bez problemu na popularnym placu Piazza Sant Antonio.Naprawdę polecam!

Najlepszą opcją na zwiedzenie miasteczka jest spacer bez mapy, bez planu.

Muszę przyznać, że pozwoliliśmy sobie na zabłądzenie pomiędzy wąskimi, krętymi uliczkami tego uroczego miasteczka. W labiryncie wybrukowanych uliczek można znależć małe lokalne sklepiki, knajpki lub urocze kamieniczki z wąskimi schodami pnącymi się do góry, ozdobione ceramicznymi doniczkami, wypełnione kolorowym kwieciem. Urocze miejsce.

Piazza San Antonino i bar Antico Caffe San Giorgio Ta wizytówka miasteczka wita każdego przybysza. Z placu rozciąga się wyjątkowo piękny widok na morze i wybrzeże Kalabrii. Przy rozstawionych na placu stolikach można wypić kawę, zjeść granitę czy zdegustować lokalny wyrób – wino migdałowe. Jego smak jest słodki i bardzo oryginalny, ale naprawdę warto.

Ruiny Castello na wzgórzu nad miasteczkiem ruiny normańskiego zamku Mola dostępne są bezpłatnie. Wejście zaczyna się na Piazza San Antonino (po prawej stronie). Ze szczytu rozpościerają się obłędne widoki na Etnę, morze, Kalabrię, dachy Castelmoli oraz spory odcinek wschodniego wybrzeża Sycylii 

Isola Bella

Bez wątpienia wizytówką Taorminy jest przepiękna mała wyspa, czyli Isola Bella. Aktualnie znajduje się tam rezerwat przyrody Riserva Naturale Orientata Isola Bella, więc wejście na nią jest płatne 5 euro. Warto zjechać kolejką lub zejść pieszo na plaże, którą podczas przypływu zalewa morze.

 Isola Bella najpiękniej prezentuje się z góry. Po wizycie w Castemola jedziemy kolejką na tą uroczą wysepkę. Na Isola Bella plaża jest żwirowa, a dno morza kamieniste.

Woda dzięki temu jest bardziej klarowna, trzeba jednak pamiętać o specjalnym obuwiu. Ta plaża jest z pewnością jedną z najpiękniejszych na całej Sycylii. Usytuowana u podnóża miasta, jest uformowana z kamyków i żwiru i łączy się z wysepką z przodu, gdzie roślinność jest bujna. Podczas odpływu cienki język piasku łączy się z lądem.

Z tym miejscem wiąże się ciekawa historia. A mówiąc dokładniej, z jej dawną właścicielką, wspomnianą już Florence Trevelyan. Za czasów Królowej Elżbiety, była jej ulubienicą, choć zabiegała najwyraźniej o bliższe kontakty również z jej żonatym synem, Edwardem. Władczyni zorientowała się co między tą dwójką się święci, przez co Florence straciła z czasem względy rodziny królewskiej. Musiała zniknąć z dworu królewskiego. Już wcześniej miała okazję realizować swoje podróżnicze pasje. Dlatego teraz, po „wygnaniu” z pałacu królewskiego, postanowiła kontynuować wojaże, ostatecznie osiadając na Sycylii a tak konkretnie w Taorminie. Tam też poznaje swojego męża, który jest szanowanym w mieście lekarzem. Ten w prezencie ślubnym podarował jej niewielką wyspę Santo Stefano, dziś znaną właśnie jako Isola Bella. Aby dostać się z plaży na Isola Bella trzeba przejść kawałek brodząc w wodzie. Jej poziom jak i temperatura mogą być zmienne w zależności od pory roku. Jak my tam jesteśmy woda sięga nam niewiele poza kostki. Po zwiedzeniu wysepki odpoczywamy na plaży korzystając z promieni słonecznych, które ogrzewają nas.

Dzień piąty- wracamy do domu.

Każda podróż ma swoje zalety. Kiedy odwiedzasz lepiej rozwinięte kraje, możesz dowiedzieć się jak poprawić swój własny. A kiedy los zaprowadzi cię do tych biedniejszych, nauczysz się go doceniać. Samuel Johnson.

Staram się czerpać radość z samego faktu bycia w podróży, takiej normalnej, spokojnej, opartej na pięknych widokach, nowo poznanych ludziach, zabytkach, muzeach, wylegiwaniu się na plaży. Chcę pozostać sobą i będę wciąż podróżować dla przyjemności, poznając nowe smaki, nową dla mnie kulturę. Chcę chodzić wydeptanymi już ścieżkami, bo nie ważne, że już ktoś nimi wędrował, co z tego, że są sprawdzone? Przeze mnie jeszcze nie były. Może i o nich czytałam w Internecie, w książkach, ale nimi nie wędrowałam. Chcę przejść je własnymi stopami i przepuścić przez swoje zmysły. Bo każdy z nas ma inną percepcję, inaczej przeżywa, w odmienny sposób postrzega rzeczywistość, ma inne spostrzeżenia.

Podróżuję, by stawać się lepszym człowiekiem, bardziej cierpliwym, wyrozumiałym, tolerancyjnym, by nie być stojącą w miejscu ignorantką. I nawet, jeśli może trochę przed czymś uciekam, to dzięki tej całej ucieczce, coś doganiam, coś nowego odnajduję. I może tak będę uciekać całe życie, całe życie może będę gonić za czymś, czego nazwy nawet nie znam. Wiem jednak, że nie zatracę nigdy przyjemności z podróżowania. Za nic nie dam sobie jej odebrać, bo bycie w drodze to największy skarb.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.